W nocy z 7 na 8 sierpnia, Ateny stały się areną niespodziewanych zamieszek, gdy grupa anarchistów zaatakowała kilka budynków kościelnych w mieście. Ataki te wywołały oburzenie i zaniepokojenie wśród mieszkańców oraz władz Grecji.
Jednym z celów anarchistów był klasztor Petraki w Atenach, który pełni również funkcję siedziby Synodu Kościoła Grecji. Około godziny 3 w nocy, nieznani sprawcy wrzucili na teren klasztoru cztery butelki z tzw. "koktajlami Mołotowa", powodując pożar. Dzięki szybkiej interwencji straży pożarnej, ogień został jednak ugaszony, a szkody ograniczone.
Atak na klasztor Petraki nie był jednak jedynym incydentem tej nocy. Anarchiści zaatakowali również inne budynki kościelne w Atenach, w tym kościół św. Dionizego, gdzie również doszło do podpalenia. W wyniku zamieszek uszkodzonych zostało kilka samochodów oraz mienie publiczne.
Władze Grecji potępiły ataki, określając je jako "barbarzyńskie" i "nie do zaakceptowania". Minister spraw wewnętrznych, Nikos Toskas, wezwał do szybkiego wyjaśnienia sprawy i ukarania winnych. "Nie możemy pozwolić, aby nasze kościoły i miejsca kultu były celem ataków. Będziemy chronić nasze świątynie i zapewnimy bezpieczeństwo wszystkim obywatelom" - powiedział Toskas.
Ataki na kościoły w Grecji wywołały falę oburzenia wśród wiernych i duchownych. Arcybiskup Aten i całej Grecji, Ieronymos II, wezwał do modlitwy za pokój i jedność w kraju. "Te ataki są nie tylko atakiem na nasze kościoły, ale także na naszą wiarę i tożsamość narodową" - podkreślił arcybiskup.
Zamieszki w Atenach są kolejnym przykładem narastającego napięcia społecznego w Grecji, gdzie od lat dochodzi do protestów i aktów przemocy ze strony różnych grup ekstremistycznych. Władze kraju stoją przed wyzwaniem zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom i ochrony ich praw oraz wolności religijnej.



