Marek Mielewczyk, jeden z bohaterów filmu "Tylko nie mów nikomu" braci Sekielskich, w rozmowie z Onetem wyraził swoje rozczarowanie i zaskoczenie opóźnieniem w przeprosinach ze strony arcybiskupa Stanisława Gądeckiego.
"Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, czytając te przeprosiny, to pytanie: dlaczego to tak długo trwało? Dlaczego arcybiskup nie mógł wypowiedzieć tych słów wcześniej?" - pyta Mielewczyk, odnosząc się do oświadczenia przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski.
Przeprosiny arcybiskupa Gądeckiego, opublikowane po emisji filmu "Tylko nie mów nikomu", miały na celu wyrażenie skruchy i współczucia wobec ofiar przestępstw seksualnych popełnionych przez duchownych.
Mimo że przeprosiny zostały w końcu złożone, Mielewczyk zwraca uwagę na długi czas, jaki upłynął od ujawnienia skandali pedofilskich w Kościele do momentu, gdy hierarchowie zdecydowali się na publiczne przeprosiny.
Pokrzywdzony podkreśla, że opóźnienie w przeprosinach jest niezrozumiałe i budzi wątpliwości co do intencji i szczerości Kościoła w dążeniu do naprawienia krzywd i zapobiegania przyszłym przestępstwom.
Film "Tylko nie mów nikomu" braci Sekielskich odsłonił skalę problemu pedofilii w polskim Kościele katolickim i wywołał szeroką debatę publiczną na temat odpowiedzialności hierarchów kościelnych.
Przeprosiny arcybiskupa Gądeckiego są krokiem w kierunku naprawy zaufania i odpowiedzialności, ale jak zauważa Mielewczyk, nie wystarczą, aby zrekompensować cierpienie ofiar i ich rodzin.
W obliczu tych wydarzeń, Kościół katolicki w Polsce stoi przed wyzwaniem nie tylko przeproszenia, ale także podjęcia konkretnych działań na rzecz zapobiegania przyszłym przestępstwom i wsparcia ofiar.
Historia Marka Mielewczyka i innych pokrzywdzonych jest przypomnieniem o potrzebie transparentności, odpowiedzialności i szczerości w działaniach Kościoła wobec problemów pedofilii.



