W sobotnie popołudnie w centrum Rzymu doszło do gwałtownego protestu, podczas którego demonstranci spalili zdjęcie papieża Franciszka. Według organizatorów, protest był wyrazem sprzeciwu wobec rzekomego udziału papieża w "diabelskim projekcie kryjącym się za koronawirusowym oszustwem".
Około tysiąca osób zebrało się na Piazza del Popolo, aby wyrazić swoje niezadowolenie z działań Watykanu w kontekście pandemii COVID-19. Demonstranci, wspierani przez abp. Carlo Maria Viganò, oskarżali papieża Franciszka o uczestnictwo w spisku mającym na celu manipulację opinią publiczną i wprowadzenie ludzi w błąd co do rzeczywistego zagrożenia wirusem.
W trakcie protestu padły również słowa: "Benedykt XVI to prawda, a Bergoglio to kłamstwo". Zwolennicy abp. Viganò, który wcześniej oskarżał Watykan o ukrywanie przestępstw seksualnych w Kościele, teraz zarzucają papieżowi Franciszkowi udział w globalnym spisku zdrowotnym.
Protestujący domagali się dymisji papieża i powrotu do tradycyjnych wartości Kościoła, które ich zdaniem zostały zdradzone przez obecnego przywódcę. Wydarzenie to wywołało falę komentarzy i reakcji w mediach społecznościowych, podkreślając głębokie podziały wśród wiernych katolickich.
Władze Rzymu i Watykanu nie odniosły się jeszcze bezpośrednio do protestu, jednak wydarzenie to pokazuje, jak kontrowersyjne decyzje papieża Franciszka mogą wywoływać skrajne emocje wśród części wiernych.



